Main menu
Liceum Ogólnokształcące im. Organizacji Narodów Zjednoczonych w Biłgoraju

DSC_0031

27 listopada młodzież skupiona w „Klubie Filmowym” oraz grupa uczniów zainteresowanych filmem z różnych klas wyjechali do Lublina, aby wziąć udział w warsztatach. Spotkanie zostało zorganizowane przez panią Barbarę Chołyst i panią Alinę Dzido dzięki współpracy z zamojskim kinem „Stylowy”. Zajęcia pod hasłem „Lekcje w kinie” odbyły się w ramach realizacji ogólnopolskiego projektu mającego na celu promowanie edukacji filmowej wśród młodzieży. Uczniowie klasy II D przeprowadzili wywiad z aktorem panem Krzysztofem Bartłomiejczykiem zajmującym się popularyzowaniem zagadnień dotyczących filmu.

Co skłoniło Pana do tego, aby zostać aktorem?

Gdy byłem w szkole marynarskiej w Gdyni, poszedłem na spektakl „Nędznicy”. Po obejrzeniu tego musicalu stwierdziłem, że chcę zostać aktorem. Taki wpływ może mieć czasem na młodego człowieka sztuka.

– A czy ktoś zmusił Pana do pójścia na ten spektakl?

Nie, sam chciałem pójść. Decyzja o byciu aktorem to przeznaczenie, trochę wydobycie tego, co człowiek ma w sobie. W moim przypadku obejrzenie spektaklu było takim Bach!.

– Jak zareagowali pańscy rodzice na to, że chce Pan zostać aktorem?

Moja mama dosłownie osiwiała (śmiech), ale potem cudem odzyskała dawny kolor włosów. Nie, tak naprawdę to była przerażona, bo miałem wtedy 19-20 lat. Planowałem zostać marynarzem, ale wybrałem zawód aktora. Potem pojawiły się jakieś sukcesy, oczywiście takie na miarę aktora mało znanego. Sukcesem była dla mnie premiera w Płocku z ś .p. Adamem Hanuszkiewiczem, wspaniałym reżyserem. Pobyt w Płocku był jak zdobycie złotego medalu, dlatego że przyjeżdżali tam różni reżyserzy, przygotowywali przedstawienia i ja jako jedyny młody człowiek w tym teatrze grałem same główne role. Można powiedzieć, że teatr znajdował się „na uboczu”, ale dla mnie było to wyjątkowe doświadczenie. Wiele się nauczyłem. Najważniejsze w początkach kariery aktorskiej jest to, kogo się spotyka na swojej drodze. Zresztą chyba tak jest na drodze każdego młodego człowieka. Jak kończysz szkołę, to ważne jest, gdzie i jakich ludzi starszych od siebie spotkasz i gdzie cię oni popchną. Bo jak się spotka utalentowanych aktorów i znanych reżyserów, to ma się szansę na rozwój kariery . Poza talentem, zresztą tego talentu trzeba 10%, najważniejsza jest ciężka praca. Potwierdza to anegdota z mojego życia. Jak zdawałem do szkoły aktorskiej, był tam egzamin z dykcji i można było zdobyć od 0 do 10 pkt. Ja dostałem 0, ponieważ mówiłem bardzo niewyraźnie. Dzięki ciężkiej pracy nauczyłem się mówić poprawnie. Ważne w zawodzie aktora jest dbanie o prezencję. Trzeba ćwiczyć, dbać o ciało i zdrowie.

– Czym się Pan zajmuje w chwili obecnej?

Aaktorów rozpoznawalnych wszędzie jest ok. 50, reszta to ci mniej rozpoznawalni. Jest ich kilka tysięcy, grają role epizodyczne, dubbingują albo występują w teatrach. Ja teraz dodatkowo zajmuję się edukacją teatralną młodzieży. Takich aktorów jak ja jest mnóstwo i są oni rozsiani wszędzie, a ich praca polega na tym, że współpracują z różnymi teatrami. Na początku swojej kariery pracowałem w teatrze w Gdyni, potem w Płocku, a później przeniosłem się do Warszawy. Tam zaś współpracowałem z teatrami” Roma” oraz „Rampa”. Nie jest to praca na etacie, ma się swojego agenta i chodzi się na castingi.

– Jak to się stało, że zetknął się Pan z takim projektem?

Była to, jak zazwyczaj w takich sytuacjach bywa, kwestia przypadku. Mój kolega, który współpracuje z tą instytucją od paru lat wprowadził mnie w temat. Można powiedzieć, że właśnie zaczynam współpracę, jest to mój drugi wyjazd. Zgodziłem się dlatego, że uwielbiam filmy i z tego powodu, jak wspominałem, pracuję z młodzieżą i kontakt ten jest dla mnie bezcenny. Kilkanaście lat temu grałem w przedstawieniach w Chatce Żaka i z przyjemnością tu wróciłem. Po przyjeździe stwierdziłem, że nic się nie zmieniło. Scena jest nadal twarda, drewniana (śmiech)

-Był Pan bardziej zainteresowany grą w teatrze, czy może w filmach?

Nie myśli się o takich rzeczach. Powiem, że są takie okresy w zawodzie aktora, że kamera go nie lubi. To znaczy, że np. .gdy patrzysz na ludzi, wszystko jest OK, ale jak próbujesz ich nagrać, to okazuje się, że są mniej lub bardziej fotogeniczni. Mnie kamera przez wiele, wiele lat nie lubiła. Chociaż ostatnio odkryłem, że otrzymuję więcej pozytywnych sygnałów i moja twarz staje się coraz bardziej filmowa. Tworzę również własne piosenki, śpiewam. Podoba mi się w tym zawodzie to, że jest plastyczny. Mogę robić to, co potrafię i lubię.

– Jaką muzykę Pan tworzy?

Ballady. Ostatnio miałem recital, który został bardzo dobrze przyjęty. Zbieram również materiały na płytę, piszę szanty. Pochodzę ze Świnoujścia, można powiedzieć, że wychowałem się na plaży, biorę więc udział w różnych festiwalach szanty, gdzie zdobyłem mnóstwo nagród. W styczniu jadę do Krakowa na największy festiwal szanty.

– Bardzo dziękujemy, że poświęcił Pan nam swój czas. Życzymy dalszych sukcesów w pańskiej karierze oraz zapraszamy do Biłgoraja! Będziemy Pana oczekiwać!

Ja również dziękuję, chętnie odwiedzę Wasze miasteczko!

Aleksandra Buczek klasa II D